The Gospel According To The Other Mary

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pustynny krajobraz, więzienne ogrodzenie. Stroi się orkiestra. Przy pulpicie Joana Carneiro, dyrygentka. Nagle, energicznym ruchem, porywa orkiestrę w niepokojące akordy. Widzimy Marię Magdalenę w więzieniu dla kobiet. Muzyka, tekst, taniec, światło – wszystko to przytłacza tylko po to by dać widzowi wolność myślenia.

Autorem libretta do The Gospel According To The Other Mary jest Peter Sellars, który operę również reżyserował. Nie można mieć wątpliwości co do klasy Sellarsa, którego poglądy inspirują a obserwacje – jakże kontrowersyjne – są nadzwyczaj bystre. Świetny wywiad z Sellarsem o premierze The Gospel According To The Other Mary, współpracy z ENO oraz bieżących wydarzeń dostępny jest do odsłuchania na stronie BBC3. O samej operze i libretto do niej Sellars pisze dla The Guardian. Niestety, początkowo można było odnieść wrażenie, że libretto jest przeintelektualizowane, a śpiewany tekst po prostu się nie klei i odstaje od muzyki. Duża ilość powtórzeń służyć miała nie wiadomo czemu (fabule nie pomagała). Kolaż tekstu biblijnego oraz współczesnej poezji sprawiał wrażenie dość poszarpanego. Może współpraca nad tekstem z Alice Goodman (autorka libretta do innej opery Adamsa, Nixon in China) byłaby dobrym rozwiązaniem? W tekstach wyraźnie brakowało melodii, poetyki. Jednakże, libretto The Gospel to niebanalne przeniesienie historii biblijnej na grunt współczesny. Dwie fabuły przeplatają się, podobnie jak postaci, których przeżycia wewnętrzne ilustrują niezwykli tancerze. Chwila nieuwagi i można się pogubić w rzeczywistościach.

„Winić” za to zgubienie można zaufanie Sellarsa do nieprzeciętnej wiedzy i lotności widza, a w sferze wizualnej do ograniczonej do minimum ilości rekwizytów i oszczędnej scenografii. Całość odbywa się wewnątrz więziennego ogrodzenia zakończonego drutem kolczastym, umieszczonego jakby pod półprzezroczystą woalką. Jedynymi rekwizytami są kartony oraz koce. Ogromnie ważna jest tutaj rola światła, które przestrzeń sceniczną aranżuje intensywnymi kolorami perfekcyjnie wpasowującymi się w muzykę. Swoją niebywałą ekspresją, Banks niemal ukradł show. Nie było recenzji z premiery, w której jego talent i taniec nie zostałyby docenione. Wśród komentarzy i tweetów padały pytania „kim on jest?”, wobec braku jakichkolwiek informacji o nim w programie. The Guardian przeprowadził wywiad z Banksem i uchylił rąbka tajemnicy…Ponadto, Sellars bogato wykorzystuje gesty oraz taniec, jakby chcąc nadrobić oszczędność rekwizytów. Moim zdaniem jest to fenomenalny zabieg: uruchamia wyobraźnię widza, podaje wskazówki, punkty odniesienia. Pozwala widzowi zagłębić się w historię i ją dopowiedzieć. Widz, jego wyobraźnia, otrzymuje potężną dawkę inspiracji. Tancerze symbolizują przeżycia wewnętrzne bohaterów, zwracają uwagę na ich dusze oraz stanowią łącznik tego co boskie i co ziemskie. Archanioł Gabriel (w którego rolę wcielił się tancerz Banks) wskazuje na wolę Boga, wdziera się w skórę (dosłownie) wielu postaci, symbolizując ich targane emocjami i wątpliwościami dusze.

Co ciekawe, mimo iż The Gospel to historia biblijna, Jezus na scenie obecny jest jedynie pod postacią tria Serafinów śpiewających biblijną narrację oraz Jego słowa. Trzech kontratenorów śpiewa w bliskiej lecz jakże skomplikowanej harmonii. W przypadku Serafinów zmyślnie poprowadzona gestykulacja dodatkowo łączy ich w jedną postać. Zabieg ten jakby podkreśla, że historie przedstawione w The Gospel to historie kobiet opowiedziane z ich punktu widzenia – i że to one są głównymi bohaterkami. Sellars w libretto wykorzystuje (prócz fragmentów Starego i Nowego Testamentu) teksty m.in. Dorothy Day czy Louise Erdrich (wiersze „Mary Magdalene” oraz „Orozco’s Christ”). Inspiruje się życiem, problemami, wrażliwością kobiet, które poświęciły się by pomagać innym (i niekoniecznie były przez to kanonizowane czy też otoczone kultem społeczeństwa). I tutaj docieram do przemyślenia: może to i dobrze, że libretto, choć nieco kanciaste, napisał Sellars bez pomocy Goodman. Może właśnie historia potrzebowała innej optyki oraz poszarpanej, witrażowej struktury, w której poszczególne elementy tworzą całość, a z pewnej odległości płynnie się łączą w spójny obraz?

Niezależnie od libretta uwagę należy poświęcić muzyce Adamsa. Opera powstała w niespełna rok, światową premierę (w wersji pół-scenicznej) miała w 2012 w Los Angeles. Premierowe wykonanie The Gospel zostało zarejestrowane i wydane nakładem Deutsche Grammophon. Całość otwiera seria niespokojnych akordów, przejmujący śpiew Marii Magdaleny, oraz odpowiadającego jej chóru. Wszystko to odbywa się w fortissimo, po czym spokojnie jest wygaszane cymbałami. Napięcie wykreowane pierwszymi dźwiękami kłębi się przez całą operę, mimo kilku kojących, niemal ezoterycznych fragmentów. Nagromadzenie emocji balansuje na granicy przesady. Jednakże piękno i inteligencja z jaką Adams oddaje libretto muzyką jest przejmująca. Rytm podtrzymuje napięcie, bogate wykorzystanie instrumentów perkusyjnych kreuje wyróżniające operę brzmienie. Cymbały i klarnet przywołują na myśl muzykę klezmerską. Wreszcie scena wskrzeszenia Łazarza nasycona glissandem wiolonczel i chórem, początkowo stonowanym, lecz rosnącym w siłę i krzyk, chaos, nagle uspokojona jest coraz bardziej harmonijną orkiestrą, ostatecznie grającą unisono, delikatnie i stopniowo uwalniając zbudowane napięcie. W drugim akcie maestria Adamsa daje się słyszeć w zjawiskowo oddanym przez orkiestrę dźwięku deszczu oraz trzęsieniu ziemi, które grzmi potężnymi kotłami, werblami i szalonymi smyczkami. Adams nie szczędzi talentu ani swojego ani muzyków – wykorzystuje wszelkie środki artystyczne i zabiegi by atmosfera dzieła została spójna, acz ciekawa, porywająca, zaskakująca, w końcu przejmująca. Joana Carneiro, która porwała zarówno orkiestrę jak i publiczność podczas koncertu, sprawiła, że muzyka Adamsa zdominowała uwagę publiczności w English National Opera.

Owacja na stojąco oraz odgłosy publiczności bliższe koncertowi rockowemu niż wieczorowi w operze trwały długo po zakończeniu opery. Marazm wśród publiczności, ciągle przeżywającej to co wydarzyło się na scenie, dawał się wyraźnie odczuć. Napięcie zostało uwolnione, lecz tylko na pozór. Otwarte zakończenie spowodowało, że myśli (jestem przekonana, że nie tylko moje) ciągle były na scenie, przy orkiestrze, zaplątane w fabułę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.