Dlaczego nie zakochałam się w Pradze

Środa, późny wieczór. Idziemy z walizkami z dworca głównego do hotelu. Na ulicy Ve Smečkách dość nerwowo obserwujemy jak bawi się stolica. Z wielu okien dobywa się czerwone światło. Co chwila zatrzymują się eleganckie samochody. Czarnoskórzy mieszkańcy Pragi ubrani w jednolicie czerwone garnitury i koszule zaczepiają kolejnych przechodniów – zawsze mężczyzn bez towarzystwa.

Oczekiwania

Mam w głowie jednoznaczne opinie tzw. „wszystkich” twierdzące, że Praga jest piękna. „Bo Słowacki wielkim poetą był”. Przechodząc przez Plac Wacława, mijając Lucernę, jakoś tego piękna nie widzę. W ciągu kolejnych czterech dni trudno jest mi wymazać pierwsze rozczarowujące wrażenie. Nie pomaga mi też lektura „Gottland” Mariusza Szczygła: rozdział o tragicznej historii Lidy Baarovej wprawa mnie w smutny nastrój. Dopiero udział w Birell Prague Grand Prix 2015 dostarcza mi znaczącej dawki endorfin.

Domy publiczne, tłumy (u)liczne

Pierwsze chwile jakie spędzam w Pradze dalekie są od zachwytów. Jest środa, późny wieczór. Idziemy z walizkami z dworca głównego do hotelu. Na ulicy Ve Smečkách dość nerwowo obserwujemy jak bawi się stolica. Z wielu okien dobywa się czerwone światło. Co chwila zatrzymują się eleganckie samochody. Czarnoskórzy mieszkańcy Pragi ubrani w jednolicie czerwone garnitury i koszule zaczepiają samotnie spacerujących mężczyzn. Zupełnie nie przywykłam do tak jawnego promowania usług rozrywki intymnej. Widać zbyt rzadko udaję się na wieczorne spacery Floriańską.

Rzeka ludzi na Moście Karola. Widok z Zamku Praskiego.

Rzeka ludzi na Moście Karola. Widok z Zamku Praskiego.

Kolejne dni uparcie przedstawiają mi Pragę rozdeptaną i skomercjalizowaną. Romantyczny spacer Mostem Karola odkładam na półkę z bajkami. Na całej jego długości nie brakuje portrecistów, karykaturzystów, grajków, żebraków. Do tego osoby w marynarskich strojach oferują rejsy po Wełtawie, wycieczki mniej i bardziej zorganizowane płyną szerokim strumieniem…

Urokliwa Złota Uliczka przesłonięta turystami...

Urokliwa Złota Uliczka przesłonięta turystami…

Na Złotej Uliczce strumień zwiedzających również nie zostawia miejsca na spokój. Przerażające apogeum tłumów to jednak Stary Rynek (cz. Staroměstské náměstí). O ile pomnik Jana Husa jest oblegany głównie przez śpiących kloszardów i straż miejską, o tyle ponad 500-letni zegar astronomiczny (cz. Pražský orloj) przyciąga dziesiątki (setki? tysiące?) turystów. Każda z nich stara się znaleźć przestrzeń by obejrzeć jego działanie o pełnej godzinie, a najchętniej jeszcze zrobić sobie selfie. Wszystko to odbywa się w hałasie, przez który przebijają się dźwięki muzyki bliskowschodniej raz afrykańskie djamble, serwowane na żywo, w zapachu czeskich i włoskich restauracji, Trdelníka, oraz szynki z rusztu.

Pražský orloj

Pražský orloj

Hradčany i perły Zamku Praskiego

Dopiero późne popołudnie na Hradczanach (cz. Hradčany) pozwala nam w ciszy zagłębić się w miasto. Po 17.00 jest tu absolutnie pusto. Wąskie, bezładnie wijące się brukowane uliczki prowadzą między kolorowymi, starymi budynkami.

Spokojne popołudnie na Hradczanach

Spokojne popołudnie na Hradczanach

Zdaje się, jakby leniwi turyści swoją wycieczkę kończyli na zamku i przy katedrze św. Wita.

Do jej zwiedzenia nie mamy szczęścia, ponieważ zjawiamy się za późno. Wynagradza nam to jednak słońce, rozświetlające front katedry. Mimo iż wchodzimy tylko do „darmowej strefy”, udaje nam się zobaczyć witraż projektowany przez Alfonsa Muchę i zachwycić rozetą, której kolory wypełniają wysokie, gotyckie wnętrze.

Wnętrze Katedry św. Wita rozświetlane kolorami rozety

Wnętrze Katedry św. Wita rozświetlane kolorami rozety

Barok, secesja i David Černý

Spacerując po Pradze odnoszę wrażenie, jakbym uczestniczyła w przyspieszonym kursie historii architektury. Odchodzące od Rynku liczne wąskie uliczki wiją się między kamienicami. Ich układ wydaje się być niemal chaotyczny. Nie jest to wygodne, poukładane Stare Miasto w Krakowie. To sporo węższe brukowane uliczki, w których można się zatracić. Tak, można – bo potrzeba jeszcze wiele silnej woli by udawać, że wszędobylskie i pstrokate sklepy z pamiątkami nie istnieją. No chyba, że wędrujemy off the bitten track – wtedy Praga jest „nasza”.

Zaciszna uliczka, gdzieś off the bitten track...

Zaciszna uliczka, gdzieś off the bitten track…

Istnieją jednak trzy elementy, które powodują, że zaczynam lubić Pragę: barokowe kościoły, secesyjne kamienice oraz street art Davida Černego.

Do baroku przekonał mnie Ołomuniec, a Praga tylko utwierdziła mnie w przekonaniu o pięknie i potędze barokowych świątyń. Kościół św. Jakuba (cz. Kostel svatého Jakuba Většího) z zewnątrz wygląda bardzo skromnie. Jednak jego wnętrze jest wyjątkowo bogate, niemal przytłaczające.

Wnętrze kościoła św. Jakuba

Wnętrze kościoła św. Jakuba

Kościół św. Mikołaja (cz. Kostel svatého Mikuláše) wygląda majestatycznie z zewnątrz dzięki kopule, a jego wnętrze wypełniają freski. Tworzą one złudzenie braku sklepienia – wydaje się, że dydaktyczne historie i hagiografie dzieją się nad głowami wiernych. To potężna biblia pauperum, która ma zbliżać do świętości i przypominać o małości przeciętnego człowieczka. Myślę, że wciąż działa.

Kościół św. Mikołaja - jego kopuła wyraźnie góruje nad praskimi kamienicami

Kościół św. Mikołaja – jego kopuła wyraźnie góruje nad praskimi kamienicami

Zapierające dech sklepienie w kościele św. Mikołaja w Pradze

Zapierające dech sklepienie w kościele św. Mikołaja w Pradze

Jedna z licznych rzeźb w kościele św. Mikołaja

Jedna z licznych rzeźb w kościele św. Mikołaja

Secesja w Pradze dostępna jest niemal na każdym kroku. Mnie jednak najbardziej zachwyca Miejski Dom Reprezentacyjny (cz. Obecní dům). Wyróżnia się licznymi zdobieniami w kolorze złota oraz mozaiką, nad którą umieszczona jest częściowo przeszklona kopuła.

Obecní dům

Obecní dům

Na parterze znajduje się (droga) kawiarnia. Jednak piękno sali powoduje, że decydujemy się zjeść tam (średnio smaczny) lunch. Ciekawe jest jednak to, że obsługa podchodzi do klientów staromodnie elegancko, a zastawa i sposób podawania potraw podtrzymują te konwencję. Całość powoduje wrażenie podróży w czasie do początku XX wieku.

Chcący utrzymać to wrażenie, warto udać się na Nové náměstí gdzie, w pobliżu Tańczącego Domu, znajduje się kamienica U Kapinů. Przemawia przez nią elegancja Art Noveau, a sąsiadujące z nią inne budynki stanowią wspaniałe tło dla jej wyrazistości. Zastanawia mnie jak wygląda w środku… Może następnym razem uda nam się tam wejść :).

Fasada kamienicy U Kapinu

Fasada kamienicy U Kapinu

Najbardziej w Pradze podoba mi się jednak licznie występujący street art na najwyższym poziomie. Jest on ciekawie wpasowany w miasto, często wymaga nieco skupienia by zostać zauważonym. Myślę tu nie tylko o Freudzie wiszącym nad jedną z ulic, ale też o dziewczynce składającej papierowy samolot, siedzącej na murze Klementinum.

Dziewczynka składająca papierowy samolot

Dziewczynka składająca papierowy samolot

Pisząc o Černym polecam kapitalny reportaż autorstwa Szczygła „Wkurzacz czeski” oraz książkę Zrób sobie raj.David Černý, autor sławnych rzeźb/instalacji (np. cyklu „Niemowlęta”, które to raczkują po wieży telewizyjnej oraz na praskiej wyspie Kampa), umieścił w Pradze dwa dzieła (jeśli nie więcej – piszę o dwóch, które widziałam) będące lustrem dla miasta. Składające się z chromowanych bloków „In Utero” przedstawia klęczącą ciężarną kobietę. Odwiedzamy ją już w nocy (czyt. zdjęcia nie mam, bo aparat za słaby). Dosiada się do nas grupka wesołków z wieczoru kawalerskiego przebranych za kobiety. Panowie obchodzą się z dziełem równie obcesowo jak Černý z czeskim patriotyzmem (patrz: Sikający). Kolejnego dnia odwiedzamy „Metalmorphosis”. Ta instalacja przedstawia głowę (Franza Kafki?) ulegająca ciągłej przemianie pod wpływem okręcania się poszczególnych elementów. Wśród turystów cieszy się zdecydowanie większą popularnością niż „In Utero”.

Metalmorphosis

Metalmorphosis

Praga najpiękniejsza jest we mgle

Pracując nad wpisem na blog natknęłam się na świetny wpis Mariusza Szczygła: Osobisty przewodnik po Pradze. Polecam lekturę!Przyznać muszę, że z Pragi wyjeżdżałam rozczarowana. Mój czeski apetyt rozbudziły Brno i Ołomuniec. A Praga, niby piękna, bogata kulturowo, architektonicznie, wypełniona sztuką – nie zasiała we mnie ziarna miłości. Czy powodem były hordy turystów? To bardzo prawdopodobne. U wspomnianego Szczygła przeczytałam, że „Praga najpiękniejsza jest we mgle”. Jeśli tylko ta mgła czyści krajobraz z tłumów, to pewnie tak jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.