Miyajima – jednodniowa wycieczka z Hiroshimy (2014-05-06)

Jednym ze znaków rozpoznawalnych Japonii są pomarańczowe bramy Tori. Najsławniejsza z nich, „unosząca się” w wodach cieśniny Ono-Seto, prowadzi do świątyni Itsukushima. Jej oblicze zmienia się pod każdym przypływem i odpływem. Jednak to nie jedyne atrakcje Miyajimy: „pawilon tysiąca mat”, góra Misen oraz namolne jelonki to ujmujące uroki tamtego miejsca, czarujące swoim wyjątkowym charakterem.

Jednodniowa wycieczka z Hiroszimy

Japonia to kraj, w którym podróże są czystą przyjemnością. Na sieć pociągów składają się nie tylko koleje państwowe i mknące po 300 km/h shinkanseny. To również linie prywatne oraz tramwaje, które magicznie stają się pociągami międzymiasteczkowymi by po chwili stać się jedną z linii metra. Dzięki temu, nawet jednodniowe wycieczki do spektakularnych miejsc są relatywnie szybkie i łatwe do samodzielnej organizacji. Będąc w Hiroshimie postanowiliśmy skorzystać w miejscowych dogodności. Dość spontanicznie podjęliśmy decyzję: „jedziemy do Miyajimy zobaczyć tori”.

Większość turystów stawia znak równości między Miyajimą a świątynią Itsukushima. To trochę tak jakby pisząc „Kraków” mieć na myśli „Wawel”. Wydaje się, że jedyną atrakcją tamtego miejsca jest „pływająca” Tori (ang. floating tori), której zdjęcia są równie popularne na szeroko pojętym zachodzie jak ujęcia Góry Fuji, setek tori w Fushimi Inari, czy kwitnących wiśni w Parku Ueno. I nas zwiodło to wyobrażenie – myśleliśmy, że w Miyajimie zabawimy może pół dnia i wrócimy do Hiroszimy. Okazało się jednak, że na Miyajimę – a raczej Wyspę Itsukushima – należy zarezerwować cały dzień. Urok tego miejsca to nie tylko Tori czy świątynia, ale też plantacje małż, „pawilon tysiąca mat” i góra Misen.

Senjokaku, świątynia na palach i zdjęcia z pływającą tori

Tego pięknego majowego dnia mamy przynajmniej dwie możliwości aby z Hiroshimy dostać się do Miyajimy: statek wycieczkowy lub tramwajopociąg :). Nie udaje się nam dostać na statek ponieważ cieszy się dużą popularnością i jest całkowicie wykupiony. Kierujemy się więc na tramwaj, którym dojeżdżamy do Miyajimy. Podróż trwa nieco ponad 40 min. Czas mija niepostrzeżenie: towarzyszy nam górzysty, wręcz beskidzki krajobraz, z charakterystyczną japońską architekturą i gęstą zabudową. W Miyajimie przesiadamy się na prom, który zabiera nas na Itsukushimę, dostarczając pierwszych zapierających dech widoków. Turkusowa woda, góry porośnięte gęstym, zielonym lasem, plaża, hodowle małż, a w tym wszystkim kontrastująca biało-pomarańczowa świątynia Itsukushima, przed którą w wodzie dumnie prezentuje się potężna Tori.

Brama Tori widoczna z promu na Itsukushimę

Brama Tori widoczna z promu na Itsukushimę

Po przypłynięciu na Itsukushimę postanawiamy chwilę napatrzeć się na wodę i coś przekąsić. Jest wietrznie, więc walczę z włosami miedzy jednym kęsem a drugim, jednocześnie przytrzymując łokciem foldery i mapki wyspy. Nagle czuję, że coś mi te materiały wyszarpuje. Spoglądam spod włosów i oto on: jelonek. Jeden z tych, od których roiło się w Narze. Wyrywa mi mapę i ją pożera, bezczelnie się na mnie gapiąc. Później postanawia mnie gonić, prawdopodobnie celem zdobycia większej ilości „jedzenia”. Odpuszcza dopiero wtedy gdy stanowczo ruszamy w stronę świątyni ignorując jego zaczepki.

Oko w oko z żarłocznym jelonkiem

Oko w oko z żarłocznym jelonkiem

Jeśli ciekawi was wymiar pokoju w tradycyjnym japońskim pomieszczeniu, możecie go łatwo policzyć – pod warunkiem, że podłoga pokryta jest matami tatami. Ich rozmiar wynosi przeważnie 0,9m x 1,8m (czasem bywają one proporcjonalnie mniejsze).Uwolnieni od jelonka, decydujemy się na chwilę zboczyć z kursu i podejść do Senjokaku („pawilonu tysiąca mat”) oraz pobliskiej pagody. Po Senjokaku przechadzamy się w skarpetkach, podziwiając jej rozmiar oraz zdobiące ją obrazy. Jeśli, zgodnie z nazwą, w Senjokaku mieści się tysiąc mat tatami, to jej powierzchnia wynosi 1620 m2.

Wnętrze świątyni Senjokaku

Wnętrze świątyni Senjokaku

Czas teraz na Itsukushimę. Właściwie całość świątyni stoi na palach i wchodzi w wodę. Ponieważ jest przypływ, mamy możliwość zobaczyć jej piękno w pełnej krasie.

W świątyni Itsukushima

W świątyni Itsukushima

Oczywiście największą popularnością wśród turystów cieszą się miejsca, z których doskonale widoczna jest tori. Do zdjęć ustawiają się dziesiątki osób. Po chwili orientujemy się, że jednocześnie odbywa się nabożeństwo. Obserwujemy je przez chwilę w ciszy. Następnie kontynuujemy spacer po świątyni, znajdując kilka malowniczych miejsc na uboczu. Pozwala nam to obserwować turystów, Japończyków, oraz piękną tori.

Góra Misen

Kolejnym punktem naszej wycieczki jest góra Misen. Można zdobyć ją pieszo, jak również skorzystać z wjazdu na nią dwiema kolejkami. Wybieramy opcję wygodną, ze względu na moją kontuzję. Przy okazji zakupu biletów, postanawiamy się skusić na przepyszne lody (czy wspominałam już, że w Japonii, na każdym kroku znajdują się automaty ze smakołykami i napojami?) :).

Uprzejmi Japończycy pakują nas do jednego wagonika, przecierają w nim szybki i wietrzą, zanim pozwolą kolejce ruszyć dalej. Ta ceremonia odbywa się dla każdego wagonika. „Takie rzeczy to tylko w Japonii”, stwierdzamy, i jedziemy do góry. Widoki są niesamowite. Przemierzamy właśnie bardzo długi odcinek bez słupów, wysoko nad drzewami, sporadycznie mijając pozostałe wagoniki. Lekko kołysze.

Kolejka nr 1 na Górę Misen

Kolejka nr 1 na Górę Misen

Docieramy do stacji przesiadkowej. Stąd zabierają nas już inne wagoniki (w tych panowie nie myją szyb), które pną się w górę z innej strony wyspy. Dzięki temu zmienia się krajobraz, a my możemy obserwować archipelag, liczne statki płynące do portu w Hiroshimie, kolejne plantacje małż. Zakątek jest iście rajski i spokojny. Kiedy wysiadamy z kolejki wpadamy na znak ostrzegający o wężach, a kawałek dalej punkt widokowy, na którym ustawione są… rury z tabliczkami. Na tabliczkach widnieją informacje o wyspach, a rury to sprytny japoński sposób na to, aby wiedzieć na którą z nich aktualnie spoglądamy.

Oglądamy wyspy za pomocą rury :)

Oglądamy wyspy za pomocą rury :)

Ruszamy w końcu na szczyt góry Misen. Kamienistą ścieżką, wśród sosen, chwilami po potężnych głazach. Docieramy na szczyt, gdzie znajduje się kolejny punkt widokowy. Sam szczyt jest w miarę płaski, nie ma na nim ani jednego drzewa, za to roi się o wielkich kamieni, głazów, które kilkukrotnie przewyższają człowieka. Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę. Pięknie widać odległą Hiroshimę, duży ruch na morzu Seto. Słońce zaczyna barwić okolicę złotym kolorem, spoglądamy na zegarek – dochodzi 17.00, czyli ostatni kurs kolejki na dół.

Drugie oblicze bramy tori

Gdy mija godz. 20:00 brama tori stoi już w swej pełnej krasie na… mokrym piasku. Woda ustępuje daleko. Im bliżej bramy podchodzimy, tym bardziej staje się niesamowita. Bardzo wysoka, umieszczona na czterech palach wyglądających jak pnie starych drzew. Glony, które w dzień zakrywa woda, mają teraz możliwość zabłysnąć przed turystami. Powbijane są w nie drobne jeny (głównie 5 JPY). Rozświetlone blaskiem ostatnich promieni słońca, wyglądają jak cekiny na balowej sukni. Długo napawamy się cudownym zachodem… Co kończy się sprintem na ostatni kurs promu tego dnia.

Brama Tori o zachodzie słońca

Brama Tori o zachodzie słońca

Czy warto spędzić dzień w Miyajimie?

Dzień w Miyajimie wspominam słonecznie, a na twarzy czuję lekką bryzę. Mimo iż było dość tłoczno od turystów, udawało nam się zawsze znaleźć odrobinę ciszy dla siebie, cienia drzew, piasku na plaży. W okolicy promu należało uważać na wszędobylskich sprzedawców pamiątek (głównie durnostojek) oraz żarłoczne jelonki. Podobnie jak w Narze czy Kyoto ceny jedzenia były wysokie i nie udało nam się znaleźć miejsca bez angielskiego menu. Na szczęście im głębiej wchodziliśmy w wyspę, tym bardziej nam się podobało. Był to dzień odpoczynku od miast i pędu codzienności. Zachwycały nas kolory. Czarowała przyroda.

Miyajima – a raczej Itsukushima – to wspaniałe miejsce z dala od zabetonowanych miast. Mimo bardzo turystycznego charakteru pozwala wypocząć i wyciszyć się, aby w kolejnych dniach kontynuować intensywną miejską eksplorację.

Zatem… warto? :)

Jeden komentarz

  1. Ten jelonek to niezły urwis. :) Przeuroczy.

    Bardzo ładne zdjęcie „przez rurkę”, kojarzy mi się bondowsko. Z „Żyje się tylko dwa razy”. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.