Nowy Jork, część 4: o ciszy

Nowy Jork jest jak świat w pigułce. I nie jest to przesadne stwierdzenie. Swoje oazy mają tu rozmaite narodowości i religie, a miasto zmusza je do egzystencji w jednej, wspólnej przestrzeni. Potrzebuje się więc wybrzmieć i wyszumieć. Potrafi przez to przytłoczyć. Ale można w nim znaleźć kilka uroczych miejsc oferujących tak potrzebny spokój i ciszę.

Brooklyn Heights

Pomysł na dzień w NYC: rozpocznij go przy One WTC. Udaj się na Wall St, pogłaskaj byka po rogach na szczęście. Dalej przejdź do Battery Park i wsiądź na darmowy prom na Staten Island by zobaczyć Statuę Wolności i południową twarz Manhattanu. Po powrocie z rejsu przejdź FiDi do mostu brooklyńskiego, a nim do Brooklynu.Jeśli chcesz odkryć twarz Nowego Jorku pełną drzew i eleganckiej, niskiej zabudowy musisz odwiedzić Brooklyn. Najlepiej udaj się tam mostem brooklyńskim (o jego atrakcjach pisałam wcześniej), którego późno-XIX-wieczny charakter stopniowo wprowadzi Cię w nowy świat.

Brooklyn to dzielnica przede wszystkim mieszkaniowa. Jest cicha, spokojna, przytulna. Jednak nie pozwólmy uśpić naszej czujności: na powierzchni 180 km2, którą zamieszkuje ponad 2.5 miliona osób, można znaleźć wiele perełek architektury i uroczych zakątków. Zasiedlanie tego terenu przez Europejczyków (wcześniej znanego jako Breuckelen) trwało ponad 350 lat. Czego więc się spodziewać?

Jedna z wieżyczek Leverich Towers Hotel. Ornamentacja i kolorystyka przypominają mi bliskowschodnie klimaty.

Jedna z wieżyczek Leverich Towers Hotel. Ornamentacja i kolorystyka przypominają mi bliskowschodnie klimaty.

Różnorodności. Na Brooklynie prócz polskiej dzielnicy (Little Poland) mieszczą się liczne enklawy innych narodowości (np. Chińczyków, Greków, Latynosów, Arabów) czy wyznań (m.in. ortodoksyjnych Żydów, którzy stanowią ponad 20% populacji Brooklynu, oraz Świadków Jehowy mających tu swoją główną siedzibę – Strażnicę, ang. Watchtower). Widać więc, że Brooklyn jest niesamowicie bogaty kulturowo, jednak dla turystów pozostaje ciągle w cieniu Manhattanu.

Mój pierwszy pobyt w Nowym Jorku potraktowałam mainstreamowo inwestując jedynie pół dnia w eksplorację Brooklyn Heights oraz pobliskiej promenady. Pierwsze wrażenia? Ujmująca cisza. Zieleń drzew. Spokój.

Malownicze Brooklyn Heights

Malownicze Brooklyn Heights

Ze słowem eksploracja nie przesadzam: dzięki wytrwałości M. przeszliśmy chyba wszystkie uliczki, zachwycając się malowniczymi domkami, imponującym Leverich Towers Hotel (z 1928 roku – obecnie to mieszkaniówka Świadków Jehowy), opustoszałymi uliczkami. Minęliśmy również domy Harriet Beecher Stowe (autorki „Chaty Wuja Toma”), poety W. H. Audena i kompozytora Benjamina Brittena. Prawdopodobnie przeszliśmy obok posiadłości innych sław, o których istnieniu nie informowały żadne tabliczki.

59 Hicks St - budynek z 1822, w którym swoje biuro miał John Roebling - konstruktor mostu brooklyńskiego

59 Hicks St – budynek z 1822, w którym swoje biuro miał John Roebling – konstruktor mostu brooklyńskiego

Podczas spaceru promenadą, towarzyszył nam piękny zachód słońca, który kolorował złotem Dolny Manhattan. Mimo że spacerowiczów było sporo, udało nam się odpocząć od zgiełku Nowego Jorku. Brooklyn Heights okazało się miejscem oferującym tak potrzebną chwilę wytchnienia.

Central Park

Central Park to miejsce, które z niemal dzikiego lasu (od strony Harlemu) zgrabnie zmienia się w przestrzeń dla fanów baseballa oraz zwolenników rodzinnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Nie brakuje tu biegaczy, dla których wyznaczono specjalne trasy, ani rowerzystów.

Leśny fragment Central Parku

Leśny fragment Central Parku

Najbardziej zaskakująca dla mnie była cisza jaką zastaliśmy w Central Parku. Niby weekend, wiele ludzi, serce Manhattanu, ale przestrzeń Parku jest na tyle pojemna, że każdy znalazł miejsce dla siebie.

Piłka nożna, baseball, rodzinny piknik - na to wszystko jest miejsce w Central Parku

Piłka nożna, baseball, rodzinny piknik – na to wszystko jest miejsce w Central Parku

Przestrzeń, w której mieszkańcy miasta mogliby się spotykać i odpoczywać, to pomysł Johna Randela Juniora. Jego inicjatywę wsparli poeta i dziennikarz William Cullen Bryant oraz Andrew Jackson Downing – pierwszy amerykański architekt krajobrazu. Dzięki nim już od połowy XIX wieku mieszkańcy Nowego Jorku korzystają z zalet Central Parku.

W Parku znajdziemy wiele skarbów. Na mnie spore wrażenie wywarła Igła Kleopatry otoczona kwitnącymi magnoliami. (Plotka głosi, że William H. Vanderbilt sprowadził ten obelisk w sposób wątpliwie legalny). Jak jednak łatwo się domyślić, nie jest to jedyne interesujące miejsce. Wśród pomników znajdziemy m.in. ten dla Alicji w Krainie Czarów, psa Balto, Króla Jagiełły czy Johna Lennona.

Igła Kleopatry - egipski obelisk w Central Parku

Igła Kleopatry – egipski obelisk w Central Parku

Innym ciekawym miejscem jest Fontanna i Taras Betesdy, wspólnie tworzące ciekawą przestrzeń. Wokół fontanny słychać muzykę wykonywaną przez ulicznych grajków. Niestety przypominają oni grajków jakich wszędzie pełno… Również na dolnym poziomie Tarasu, który wykonany jest w bliskowschodnim stylu. Jest to chyba najbardziej zatłoczone miejsce w Central Parku w jakim się znalazłam. Niemniej, bardzo interesujące.

Przejście pod tarasem przy Fontannie Betesdy

Przejście pod tarasem przy Fontannie Betesdy

Pisząc o grajkach przypomniałam sobie saksofonistę, który w niedzielny poranek czarował jazzowymi standardami przy Sadzawce (ang. The Pond) na południowym brzegu Central Parku. Delikatny dźwięk saksofonu niósł się po Parku, dzięki czemu można było zapomnieć o zgiełku miasta.

Żeliwne budynki w SoHo, czyli Cast-Iron District

Nazwa dzielnicy, „SoHo”, to skrót od określenia „South of Houston Street” (na południe od ulicy Houston). Ten sposób nazywania dzielnic w Nowym Jorku został zastosowany w kilku innych przypadkach, np. TriBeCa (Triangle Below Canal Street) czy DUMBO (Down Under the Manhattan Bridge Overpass).SoHo to z jednej strony dzielnica emigrantów (znajdziemy tu Little Italy oraz Chinatown), z drugiej modne miejsce pełne drogich sklepów, galerii sztuki współczesnej i wykwintnych restauracji. Początkowo dzielnica mieszkalna pracowników pobliskich fabryk, była gentryfikowana kilkukrotnie. W latach 70-tych stała się Mekką awangardowych artystów i muzyków jazzowych. Dziś jest ciągle lubiana przez artystów, którzy mają tu swoje lofty. Jest ujmująco różnorodna i… na wskroś nowojorska.

Szczegół budynku z żeliwną fasadą i jakże charakterystyczną zewnętrzną klatką schodową

Szczegół budynku z żeliwną fasadą i jakże charakterystyczną zewnętrzną klatką schodową

O ile Greene St zapamiętałam jako tętniącą życiem i pełną turystów – właśnie ze względu na fronty budynków wykonane z żeliwa – o tyle boczne uliczki były pustawe. Można w nich na spokojnie podziwiać pomysłowość architektów, którzy tworzyli wymyślne fasady. Budynki mają tu wysokość „europejską” (ok. 4-5 pięter). Wiele z uliczek jest brukowane. Tutaj Manhattan wycisza się i uspokaja, nie tracąc jednak swojego temperamentu i zamiłowania do wszystkiego co wykwintne.

Chcecie dowiedzieć się więcej o historii Cast-Iron District? Polecam filmik :)

High Line

Chcący wyzwolić się z pęt pędzącego Nowego Jorku, możemy skorzystać ze spaceru w High Line Park. Otwarty w 2009 roku, wykorzystuje nieczynną trasę pociągu na potrzeby spacerowiczów. Zieleń, drzewa i trasa wijąca się między nowoczesnymi budynkami, ponad ulicami, oferuje może nie tyle unikalne widoki, co ucieczkę od miasta. Albo przynajmniej takie sprawia wrażenie.

Widoki z High Line - niepowtarzalny klimat

Widoki z High Line – niepowtarzalny klimat

Nasz spacer przypadł na późny wieczór, kiedy High Line pustoszał. Może dlatego wydaje mi się, że to oaza spokoju. Wąska trasa wciśnięta w miasto, oferuje bycie jednocześnie blisko i daleko od ulic. Cienka granica pomiędzy miastem a High Line wytyczona jest biegiem torów, szkłem i pieczołowicie sadzonymi drzewami i krzewami. Ławki, stoliki i leżaki są naturalnie wplecione w ścieżkę. Mija się tu głównie zaczytanych, zasłuchanych i zakochanych ;). Nabiera się tu tak potrzebnego dystansu do Nowego Jorku, o którego bliskości przypominają wysokie budynki i dobrze widoczny Empire State Building.

W poszukiwaniu straconej ciszy

Ponieważ przywykłam do mieszkania w mieście małym i spokojnym, Nowy Jork szybko zaczął mnie przytłaczać. Wysokie budynki zabierały promienie słońca dla siebie, prężyły się ku niebu, a na ulicach każdy pędził w tylko sobie znanym celu. Żółte taksówki ożywiały betonowy krajobraz, a szklane budynki starały się mu nadać lekkości. Mimo to, dopiero w Nowym Jorku, zrozumiałam co znaczy „hałas”. Całe szczęście, jego różnorodność ma miejsce również na spokój i ciszę. Zupełnie jakby miasto zrozumiało, że każdy potrzebuje na chwilę się zatrzymać i zanurzyć w swoich myślach, by po chwili powiedzieć „chcę więcej” i ruszyć dalej, ze zdwojoną siłą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.