Nowy Jork, cześć 5: o duszy

Nowy Jork nie stroi min ani niczego nie udaje – po prostu jest jaki jest i żyje swoim tempem. Ma niepowtarzalną duszę, widoczną dopiero z dystansu. Jaka ona jest? Chłonna nowości, sukcesu, determinacji, elegancji. Dla mnie widoczna na trzech niemal symbolicznych płaszczyznach. To praca, zabawa i chwila dla ducha. Wall Street, Times Square i msza gospel.

Wall Street

Ulica jednoznacznie kojarzona z nowojorską giełdą (New York Stock Exchange) – największą giełdą kapitałową na świecie. Swoją siedzibę ma przy Wall St również Nasdaq – druga co do wielkości giełda kapitałowa świata. Dzięki tym giełdom, nazwa ulicy stała się popularną metonimią dla amerykańskich rynków finansowych. Ileż to razy słyszeliśmy w wiadomościach, że „Wall Street gwałtownie zareagowała na sytuację…” albo, że „wzrosty na Wall St sugerują…” itd.? No właśnie. Chcemy tego czy nie, to w stronę Ameryki przeważnie spoglądają ekonomiści.

Co ciekawe, vis a vis budynku NYSE znajduje się miejsce, w którym Jerzy Waszyngton został zaprzysiężony na prezydenta USA. To Federal Hall, przed którym stoi pomnik pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Była ona pierwszą siedzibą Kongresu. Obecnie to muzeum, w którym zobaczyć można m.in. Biblię towarzyszącą Waszyngtonowi podczas przysięgi.

Nowojorska Giełda widziana ze schodów Federal Hall. Po prawej pomnik George'a Washingtona, który został zaprzysiężony jako pierwszy prezydent USA właśnie w Federal Hall.

Nowojorska Giełda widziana ze schodów Federal Hall. Po prawej pomnik George’a Washingtona, który został zaprzysiężony jako pierwszy prezydent USA właśnie w Federal Hall.

Powyższe informacje nasuwają wniosek, że Wall St to część tożsamości kulturowej nie tyle Nowego Jorku, co Stanów Zjednoczonych. Popularny slogan „od zera do milionera” narodził się właśnie w USA. Symbolizował ambicje młodych Amerykanów, którzy swoją ciężką pracą mieli dochodzić do fortun i zmieniać swoje życie, a przez to Amerykę. Jednym z barwnych przykładów jest wspomniany przeze mnie już kilkukrotnie Cornelius Vanderbilt, postać wybitna dla NYC. Innym jest… Jay Gatsby – główny bohater powieści Francisa S. Fitzgeralda. Postaci różne, acz podobne, które łączy Nowy Jork – jego historia, ambicje, potrzeby, miks kultur i nacji.

Obserwowanie panów w eleganckich garniturach, co chwila wychodzących z budynków na papierosa, strzępy rozmów o kupnie, strategii, wpływach, w to wszystko zmieszani turyści, którzy mogą tylko patrzeć na budynek, w którym inni na zmianę bogacą się i biednieją. Taką Wall St zapamiętałam. Brukowana, wąska, zatłoczona. Wręcz niepozorna. Gdyby nie tłumy i gwar, rzekłabym że przytulna.

Times Square

To serce Nowego Jorku, jedno z najbardziej zatłoczonych skrzyżowań na naszej planecie, wreszcie centrum Wszechświata (jedno z wielu ;)). Znajdujemy tu absolutne tłumy (szacuje się, że przez Times Sq codziennie przechodzi 330 tys. osób), setki reklam, happeningów, koncertów, inicjatyw, performance’ów, a w tym wszystkim zaplątany posterunek policji oraz biuro wojskowe rekrutujące chętnych by wstąpić w szeregi Armii USA. Chciałoby się rzec „szwarc, mydło i powidło”. Wydaje się, że jest tu dosłownie wszystko.

Budynek biura rekrutacyjnego dla Armii USA przed budynkiem Paramount

Budynek biura rekrutacyjnego dla Armii USA przed budynkiem Paramount

Na Times Sq można podziwiać również wdzięki kowboja z gitarą ;)

Na Times Sq można podziwiać również wdzięki kowboja z gitarą ;)

Times Sq znajduje się na skrzyżowaniu Broadway i Siódmej Alei, rozciąga się od 42 do 47 ulicy. Tutaj nowojorczycy świętują Sylwestra, bawią się w teatrach i klubach, wydają pieniądze w sklepach i restauracjach. Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła gdy dotarliśmy tam wieczorem było: szaleństwo. I jednoczesna fascynacja miejscem. Ilość atrakcji może przytłoczyć, może też powodować poczucie totalnego chaosu. Trzeba więc wiedzieć co tak naprawdę Times Sq oferuje i jak najwygodniej zorganizować sobie tam czas.

Times Sq po zmroku. Wydaje się, że to miejsce nigdy nie pustoszeje.

Times Sq po zmroku. Wydaje się, że to miejsce nigdy nie pustoszeje.

Nie ma chyba chwili, by Times Sq zwolniło. Bawi się, błyszczy, szaleje zarówno w dzień jak i w nocy. O każdej porze dostarcza innych wrażeń i atrakcji. Jest szalone. Radosne. Spontaniczne.

Msza Gospel

Planując wyjazd do Stanów wiedziałam, że będę chciała wziąć udział w mszy gospel. Moje oczekiwania zbudowane były na – przyznaję się – rozśpiewanych zakonnicach z filmu z Whoopie Goldberg. Nasz pierwszy pełny dzień w Nowym Jorku przypadł na niedzielę. Weszliśmy do miasta drogą Gatsby’ego (czyli przez Queensboro Bridge), a przy Central Parku wsiedliśmy w metro by dostać się do The First Corinthian Baptist Church w Harlemie.

Spacer ze stacji metra do kościoła jest niezwykły. Z jednej strony architektura mówi nam „tak, jesteście ciągle w NYC”, lecz z drugiej daje się zaobserwować niepowtarzalne cechy tego miejsca. Mijają nas tylko Afroamerykanie, ubierający się w najróżniejsze stroje o korzeniach wyraźnie Afrykańskich, etnicznych, potraktowanych zgodnie z najnowszymi amerykańskimi trendami. Kolorowe koraliki oraz ubrania, warkoczyki, liczne naszyjniki czy bransolety, dobrane ze smakiem, stają się dla nas symbolem Harlemu.

Kiedy w końcu docieramy na mszę, mamy wrażenie, że próbujemy dostać się na imprezę do jakiegoś elitarnego klubu. Długa kolejka nadzorowana przez ochroniarzy (z logo kościoła na koszulkach), wypełniona jest tylko Afroamerykanami. Stoimy w miejscu, nie wiemy co robić, nikt nie zwraca na nas uwagi. Miała być msza, tymczasem wygląda to na jakiś koncert.

Po chwili, skoro nas nikt nie przegania ;), wchodzimy do kolejki. Mamy wrażenie jakbyśmy wchodzili do teatru. W środku ochroniarze wyłapują wchodzących i wskazują wolne miejsca na widowni. Widowni? Tak, to właściwe określenie ;).

Wnętrze kościoła, który przypomina teatr. Widać tu publiczność, telebim oraz chóry śpiewające gospel.

Wnętrze kościoła, który przypomina teatr. Widać tu publiczność, telebim oraz chóry śpiewające gospel.

Widownia podzielona jest na parter (zarezerwowany dla „stałych bywalców”) i balkon (dla turystów). Turyści, o białym kolorze skóry, filmują i robią zdjęcia, często też nerwowo się rozglądają śledząc ruchy ochroniarzy. Początkowo sztywni i zdystansowani, z czasem dają się wciągnąć w aktywny udział w nabożeństwie.

Na scenie prezentuje się kościelny chór gospel oraz – gościnnie – chór gospel ze… Sztokholmu. Chórom towarzyszy zespół (perkusja, bas, Hammond oraz fortepian). Muzyka grana jest na najwyższym poziomie, dobrze wyważone nagłośnienie pieści uszy, publiczność wierni klaszczą, śpiewają, bujają się do rytmu. Po kilku utworach na scenie pojawia się mównica, a przy niej pastor, który czyta Ewangelię (adaptację oryginału dostosowaną do nowojorskiej rzeczywistości) i głosi „kazanie”.

Pastor głoszący kazanie. Chwila zadumy.

Pastor głoszący kazanie. Chwila zadumy.

Pastor tłumaczy Ewangelię używając prostych słów i życiowych przykładów, trafia mocno do publiki. Operuje na emocjach, ambicjach, wartościach. Dociera do każdego. Powtarza „sam(a) dla siebie jesteś największym darem od Boga”, motywuje do podjęcia działań, podkreśla jak ważna jest praca oraz pokora. Uczy jak nie zniechęcać się. Jego ekspresja udziela się wiernym. Słychać okrzyki z widowni „that’s right!” (ang. „zgadza się!”), „praise the Lord!” (ang. „chwalmy Pana!”), oraz „God bless!” (ang. „niech Bóg błogosławi”).

Emocje biorą górę nad wiernymi. Część stoi, część podnosi ręce do góry, inni kiwają głowami bądź biją brawa.

Emocje biorą górę nad wiernymi. Część stoi, część podnosi ręce do góry, inni kiwają głowami bądź biją brawa.

To chyba najbardziej widowiskowe nabożeństwo w jakim można wziąć udział. Ładuje akumulatory na cały dzień.

Jaki jest ten Nowy Jork?

Jeśli miałabym namalować portret Nowego Jorku, posłużyłabym się opisem Leopolda Sedara Senghora: stalowe oczy, zimny uśmiech. A pomiędzy betonowymi muskułami budynków ulice wypełnione sterylną miłością.

Są jednak miejsca gdzie sterylność zastępuje żywa, pulsująca krew. Te miejsca są jak tętnice. Nadają energię, napędzają krew, która – po tym gdy je opuści – przejmuje naturalny rytm miasta.

To miasto skrajności. Eklektyczne, słodko-gorzkie. Intrygujące. O pięknej, złożonej duszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.