Po co Ty jedziesz do Sztokholmu?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedy w ubiegłym roku cieszyłam się na weekend w Sztokholmie, wśród znajomych przeważało sceptyczne „Po co tam jedziesz?”. Zgodnie z prawdą odpowiadałam: „Bo chcę”. Z jakichś irracjonalnych powodów Sztokholm od zawsze był w pierwszej dziesiątce miejsc jakie chciałam zwiedzić. I nie, nie czytałam ani nie oglądałam „Dziewczyny z tatuażem”. Winą raczej obarczę „Dzieci z Bullerbyn” i niechęć do upałów. Po dwóch pobytach w Stolicy Skandynawii przygotowałam listę „top 3 + 1” sztokholmskich miejsc, których zwiedzenie/zobaczenie serdecznie polecam.

Vasamuseet

Dla mnie absolutne odkrycie. Nie jestem fanką marynistyki, a króla Gustawa II Adolfa darzę chłodnym uczuciem za wojnę z Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Jednak statek wydobyty z głębin po ponad 300 latach (!) i umieszczony w Vasamuseet, bogato zdobiony i zbrojony – robi kolosalne wrażenie. Zdjęcia zupełnie nie oddają skali i przestrzeni. Moment w którym opuszczamy kasy i stajemy przed statkiem zapiera dech. Wokół statku pociągnięte są balkony z poszczególnych pięter, zatem można mu się bardzo dokładnie przyjrzeć.

Sweden_0897 - 64 Guns, wow

Oprócz statku, w muzeum czekają 4 piętra wystaw. Przedstawiają one historię z różnych perspektyw. Przechadzamy się 17-wiecznym Sztokholmem, dowiadując się o plotkach nt. przyczyny zatonięcia niezatapialnego statku (brzmi znajomo, prawda?). Mamy również możliwość zapoznania się ze sposobem wydobycia statku w 1961 roku, wyzwaniach dla archeologów, czy obecnych sposobów konserwacji statku. Można też zobaczyć wydobyte ze statku naczynia czy ubiory, nie mówiąc już o armatach i innej broni.

vasa-wall

Bardzo ciekawie przedstawione jest też wnętrze statku i jego konstrukcja. Na najwyższym piętrze mamy możliwość zapoznania się ze sztuką budowania statku oraz spróbować wyważyć go w taki sposób by nie zatonął (robimy to przy komputerach). Zabawa przednia i ucząca.

Na sam koniec uwaga: na zwiedzenie tego muzeum warto zarezerwować sobie pół dnia. Tam naprawdę jest co zwiedzać.

Dojazd: tramwaj nr 7 w kierunku Waldemarsudde, autobus 44 (do przystanku Nordiskamuseet/Vasamuseet), lub 69 i 76 do Djurgårdsbron, prom ze Slussen (kursuje cały rok) lub z Nybroplan (tylko w lecie)
Koszt wstępu: dorośli 130 SEK, studenci 100 SEK, odwiedzający poniżej 18 roku życia za darmo

Skansen

Skansen to taki… skansen, pierwsze muzeum i zoo na otwartej przestrzeni na świecie. Położony jest na malowniczej wyspie Djurgården. Idealne miejsce do zwiedzenia w ciepły, słoneczny dzień. Skansen umożliwia zwiedzenie typowych szwedzkich domostw i farm z różnych epok: od XIV do XX wieku. Prócz mniej lub bardziej wolno stojących budynków z zagrodami, w których znajdują się zwierzęta (np. krowy czy owce), w Skansenie odtworzono też fragmenty miast z XVIII, XIX i początku XX wieku. Jest tam również wioska Sami – rdzennych mieszkańców północy Norwegii, Szwecji i Finlandii. Wszystko to na powierzchni 30ha! Do większości z domów można wejść i poznać typowe narzędzia, wystrój czy zajęcia jakie w danym czasie były codziennością. Przewodnicy, którzy obecni są w danym domu, noszą stroje z epoki i chętnie opowiadają o wykonywanych czynnościach. Można nawet poczęstować się kawą lub napalić w piecu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z atrakcji zoologicznych możemy obserwować – prócz typowych dla Szwecji zwierząt hodowlanych – dzikie zwierzęta, dla których szwedzkie lasy są domem. Odwiedzić można m.in. sowy (!), wilki, niedźwiedzie, rysie, foki, renifery i łosie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O ile sowy sprawiały wrażenie raczej znudzonych, a wilki stroniły od ludzi, o tyle niedźwiadki miały przednią zabawę i przyciągnęły tłumy. Wspinały się na drzewa, grały w piłkę, a nawet walczyły ze sobą (wszystko w formie zabawy – krew się nie polała).

Dla mnie odkryciem były renifery, które okazały się nie być aż tak śliczne jak w bajkach, oraz łosie. Wiesz, że łoś jest sporo większy od konia? Ja nie wiedziałam i oczom nie wierzyłam.

Ostrzegam: Skansen wciąga i podobnie jak Vasamuseet wymaga kilkugodzinnego, jeśli nie całodniowego, pobytu.

Dojazd: tramwaj nr 7 (ten sam, co do Vasamuseet, ale jedziemy przystanek dalej), autobus 44 z Karlaplan
Koszt wstępu: dzieci w wieku 6-15 – 60 SEK, dorośli 100 SEK, emeryci 80 SEK

Gamla stan

Czyli Stare Miasto. No niestety, poszłam w mainstream, ale cóż poradzić na to, że lubię „stare miasta”… Zimą raczej pustawe, latem wręcz zatłoczone. Labirynt wąskich uliczek i kolorowych kamienic, w których roi się od sklepów (głównie z pamiątkami) oraz restauracji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na Gamla stan znajduje się Kungligaslottet (zamek królewski), na którego dziedzińcu, w niedzielę odbywa się uroczysta zmiana warty. W zimie ceremoniał jest skrócony, natomiast w lecie posłuchać można orkiestry wojskowej (w sierpniu grali m.in. tematy z „Gry o tron” czy „Ghostbusters”). Minusem oglądania ceremonii w lecie są tłumy turystów. Fajnym pomysłem jest spacer Drottninggatan, czyli ulicą prowadzącą od zamku do urokliwego parku Observatorielunden, aż do dzielnicy Vasastan. Spacer pokazuje przekrojowo różne twarze Sztokholmu: od tętniącej życiem ulicy handlowej po spokojne dzielnice mieszkaniowe.

sthm-guards

Nieopodal zamku mieści się Riksdaghuset, czyli siedziba Parlamentu Szwecji, a kawałek dalej Opera i Gustav Adolfs Torg. Żadnego z wymienionych budynków nie zwiedzałam – zadowolił mnie widok ogólny. Zwiedziłam jednak Storkyrkan – kościół znajdujący się dosłownie obok Kungligaslottet. Jest to mniej lub bardziej typowa katedra w stylu gotyckim, z ciekawym ołtarzem wykonanym ze srebra i hebanu. Największe wrażenie robi jednak rzeźba Świętego Jerzego walczącego ze Smokiem przypisywana Berntowi Notke.

sthm-storkyrkan-dragon

Z innych atrakcji Gamla stan wymienię jeszcze Stortorget (najstarszy plac w Sztokholmie) oraz Mårten Trotzigs gränd (najbardziej stroma ulica w mieście, przy tym wąziuteńka). Jeśli liczysz na zrobienie zdjęcia bez turystów – uzbrój się w cierpliwość, tam ciągle ktoś robi selfiki.

Bonus okolicznościowy: Vaxholm

Przy okazji pobytu w Sztokholmie warto wybrać się do Vaxholmu. Wystarczy, że w ciepły i słoneczny dzień udamy się na prom. Podróż potrwa ok. 1.5h, ale dzięki niej będziemy mieć możliwość zobaczyć malowniczy archipelag.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sama twierdza położona jest na odrębnej wysepce, którą można obejść wokół w 5-10 minut. Aby się tam dostać trzeba przeprawić się kolejną łódką. Opłata za niąjest jednocześnie opłatą za wejście na teren fortecy. Za dodatkowe atrakcje muzealne, które w niej się znajdują (m.in. zbrojownia i więzienie), należy dopłacać. Nie, nie skusiłam się.

Twierdza w Vaxholmie twierdzy nie przypomina – raczej ładny, kolorowy zamek. Na dziedzińcu stoi kilka armat z różnych epok, można też wejść na mury i wieżę widokową. Krajobraz jaki zobaczymy jest bardzo… skandynawski.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedy już nacieszymy oczy widokiem z murów, warto pozwiedzać miasteczko. Jest urocze, wypełnione kolorowymi domkami i kwiatami. Warto zapuścić się w jego uliczki i po prostu zgubić. Fanom poznawania kultury danego kraju poprzez kuchnię polecam z całego serca odwiedzić jedną z restauracji i skusić się na świeżą rybę z tradycyjnymi ziemniakami. Ryby smakują wyśmienicie, jak to nad morzem – lekko panierowany śledź prosto z Bałtyku jest przepyszny, brak słów. Klasyk rzekłby: „om nom nom”. Natomiast ziemniaki przypominają mi dzieciństwo, kiedy babcia przygotowywała ziemniaki ze zsiadłym mlekiem przywiezionym prosto od rodziny ze wsi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do Sztokholmu wrócić można albo promem albo autobusem, który jest znacznie szybszym rozwiązaniem. Dodam jednak, że z autobusu należy przesiąść na metro, które zabierze nas do centrum miasta. Jeszcze jedna uwaga: o ile autobus działa na kartę miejską z Vaxholmu, o tyle prom na tę wysepkę płatny jest osobno. Więcej na temat komunikacji w Sztokholmie opiszę w kolejnym artykule.

Dojazd: metro z T-Centralen do Danderyds sjukhus i przesiadka w autobus nr 670 (ok. 50 min) lub statkiem (zdarzają się nawet 100-letnie parowce!) Waxholmsbolaget z przystani przy Strandvägen (osobna płatność: 75 SEK)
Koszt wstępu: 50 SEK na teren fortecy wraz z przeprawą łódką

Refleksja końcowa

Sztokholm, zwany również Wenecją Północy, ma niewiele wspólnego z włoską Wenecją. Zamiast wąskich kanałów – Jezioro Mälaren i Bałtyk. Zamiast gondoli i gruchających w nich par – samotni kajakarze i potężne promy. Zamiast nagród filmowych – nagrody Nobla. To chyba wystarczająca rekomendacja by odwiedzić miasto?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.