Spacer(y) po Londynie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Londyn. Polskie miasto. Kupując lunch czy kawę mamy szansę usłyszeć „w czym mogę państwu pomóc?” jeśli tylko zdradzimy się ze znajomością języka. Znaleźć się tam na zawołanie również nie jest trudno. Z samego Krakowa lotów do Londynu ciągle przybywa, a że prócz Ryanair i Easy Jet kursować zacznie British Airways, przeczuwam nadejście nowomody na jednodniowe wagary w stolicy Wielkiej Brytanii. Pomyślałam więc, że podzielę się trasą spaceru w jaką udałam się z M. w ostatni weekend listopada. Jest ona nastawiona na poznanie miasta i jego najbardziej rozpoznawalnych miejsc. Może przyda się „wagarowiczom” ;).

Na zachód i południe od Charing Cross

Spacer zaczynamy przy Piccadilly Circus. To zdecydowanie jedno z najbardziej rozpoznawalnych skrzyżowań na świecie, głównie dzięki od zawsze obecnych tam reklam TDK i Coca Coli. Jednak w porównaniu do Shibuya (EDIT: o którym możesz przeczytać w innym moim wpisie), skrzyżowanie jest… małe. Mimo to, reklamy rozświetlają nawet ciemny, deszczowy dzień. Dla ciekawych genezy nazwy miejsca (przecież tam nie ma żadnego cyrku!) wyjaśnię, że słowo „circus” pochodzi z łaciny i oznacza „koło” – w kontekście tego miejsca ma oznaczać okrągłą przestrzeń na skrzyżowaniu.

Z Piccadilly Circus przechodzimy na Trafalgar Square, przy którym podziwiać możemy budynek National Gallery. Stąd udajemy się pod monumentalny Admiralty Arch. Ukończony w 1912 roku, był miejscem rządowych biur oraz łączył ruch The Mall z Trafalgar Square. Obecnie znajduje się w nim luksusowy hotel. Nie ujmuje to jednak splendoru budynku, który fantastycznie łączy różne oblicza Londynu. Ponadto, Admiralty Arch był świadkiem najważniejszych ceremonii dla Królestwa – pod jego łukami przechodziły kondukty ślubne czy pogrzebowe do Pałacu Buckingham.

Spod Admiralty Arch ruszamy reprezentacyjną The Mall pod Pałac Buckingham. Mimo pochmurnej pogody, spacer jest bardzo przyjemny, bowiem wzdłuż The Mall posadzone są drzewa (co w Polsce jest coraz rzadszym, niestety, widokiem). Po lewej stronie mijamy też piękny St. James’ Park, w którym szaleją wiewiórki. Kiedy podchodzimy pod skrzyżowanie przed Pałacem zauważam, że „nasi tu byli”.

Pod bramą Pałacu, moją pierwszą refleksją jest: „o rany, ile ludzi”. Dopiero później zauważam, że Pałac jest klocem w stylu sztokholmskiego Kungligaslottet (o którym kilka słów w innym moim wpisie INSERT LINK), lecz mniejszym i ogrodzonym. Spacerujemy chwilę przy ogrodzeniu, robimy kilka zdjęć wartownikom i udajemy się dalej.

Przechodzimy dalej Buckingham Palace Road, mijając kolejno The Queen’s Gallery, The Royal Mews, Grosvenor Gardens, Victoria Station oraz bardzo ciekawy budynek Victoria Place. Dalej skręcamy w lewo w Sutherland Street. Wchodzimy na most Ebury, z którego widać monumentalną i kultową – nie tylko wśród fanów Pink Floyd – elektrownię Battersea.

Ruszamy dalej w stronę Tamizy, by zobaczyć elektrownię z bliska. Jest ona obecnie przebudowywana i adaptowana na galerię handlową i apartamentowiec. Zaplanowano również linię metra, której przystanek znajdzie się pod elektrownią. Kominy eksploatowane przez ponad 50 lat są obecnie w fatalnym stanie technicznym, dlatego też budowane są od nowa.

Spacer wzdłuż Tamizy w kierunku Westminster doprowadza nas do kolejnego mostu. Stąd mamy piękny widok na siedzibę Vauxhalla i MI6. Przechodzimy do pubu, w którym raczymy się tradycyjnym fish and chips oraz wyśmienitym cydrem. Posileni i zagrzani, idziemy do katedry Westminster oraz dalej, do Katedry Westminster, siedziby Parlamentu i Big Bena.

eyewestminster

Stąd postanawiamy wydłużyć trasę i udajemy się Whitehall w kierunku Trafalgar Square. Mijamy Downing Street, Banqueting House, Horse Guards Parade, oraz Old War Office Building przy którym skręcamy w prawo. W ten sposób docieramy do mostów Golden Jubilee oraz Hungerford. Przechodzimy na drugi brzeg Tamizy. Z południowego mostu Golden Jubilee mamy wspaniały widok na London Eye. Idziemy zatem The Queen’s Walk by przyglądnąć się z bliska jego konstrukcji. Kierując się dalej na południe dochodzimy do mostu Westminster. Podczas całej tej trasy możemy podziwiać Big Bena i budynek Parlamentu.

Teraz już pod nosem mamy stację metra. Możemy zakończyć spacer i udać się do kwatery metrem. My tak zrobiliśmy (co pewnie by się nie zdarzyło gdyby nie to, że byłam wówczas osłabiona po antybiotyku).

No dobra, a Tower Bridge?

Cóż, tamtą część Londynu zwiedziliśmy podczas półdniowego spaceru dzień wcześniej. Tamtą, czyli City – zaczątek Londynu, w którym miesza się przeszłość i ultranowoczesność. Z jednej strony świadomość tego, że Rzymianie kładli w tych miejscach podwaliny dzisiejszego City, z drugiej pęd współczesności, przeplatany oldschoolowymi czerwonymi autobusami.

City widziane z Tower Bridge. Zapiera dech. No, może gdyby nie to pochmurne niebo... Na wspomnienie wiatru tamtego dnia od razu dostaję dreszczy.

Tu zabytkowe budynki przetasowane są nowoczesnymi biurowcami. Na północnym brzegu Tamizy twierdza Tower, której zaczątki sięgają 1066 r. n.e. a zatem pamiętają Wilhelma Zdobywcę (zawsze wolałam jego angielskie imię: William the Conqueror). Na południowym – szklany ratusz (2002) i 87-piętrowy The Shard (2012/2013). Na północy katedra św. Pawła, na południu The Globe. Te i inne skarby, rozdzielone Tamizą, a połączone sławnymi Tower Bridge czy Millenium Bridge zasługują na osobny spacer. Ty bardziej, że samo City tętni bogactwem ciekawostek.

Zatem pół dnia to za mało na City. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze odwiedzić Londyn i opisać całodniową eksplorację City.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.