Subiektywnie o tym, co zwiedzić w Brnie

W Brnie, największym mieście Moraw, zabytki umieszczone są blisko siebie. Wystarczy więc jeden intensywny dzień by zobaczyć wszystkie najważniejsze atrakcje. My, dzieląc zwiedzanie na dwa dni, zyskaliśmy więcej czasu na błądzenie po mieście. I całe szczęście, bowiem Brno kryje w sobie wiele perełek, obok których nie można przejść obojętnie. Oto co zwróciło moją szczególną uwagę.

Katedra św. Piotra i Pawła

Po przejściu z hotelu pod Halę Rondo pomyślałam „ech, Czechy”. Hala widowiskowo-sportowa była obskurnym, socjalistycznym okrąglakiem, w który wbudowano supermarket Billa. Niszczyła moje zauroczenie lasem z czerwonej dachówki, który podziwiałam z hotelowego balkonu. Z tym dysonansem ruszyłam za M., który na punkt startowy naszego zwiedzania obrał Katedrę św. Piotra i Pawła.

Katedra św. Piotra i Pawła z zamku Špilberk

Katedra św. Piotra i Pawła z zamku Špilberk

Katedra, zlokalizowana na wzgórzu Petrov, wymagała dość mozolnego podejścia. Jednak z każdym krokiem widok robił się coraz ciekawszy. Miasto odsłaniało przed nami swój rozbudowany układ komunikacji tramwajowej oraz kolejne socjalistyczne twory, przeplatane tu i ówdzie stylowymi budynkami. W końcu ścieżka doprowadziła nas do brukowanej ulicy, przy której nie można było znaleźć żadnych komunistycznych pamiątek – jedynie malownicze kamienice.

Pasy zieleni na jednej z głównych ulic Brna

Pasy zieleni na jednej z głównych ulic Brna

Imponujący front Katedry z majestatycznymi rzeźbami św. Piotra i Pawła przygniatał. Wewnątrz było skromnie, acz elegancko. Ściany były białe, boczne ołtarze z czerwonego granitu ułożone obok siebie, bez dodatkowych naw. Jedyny przepych i bogactwo formy reprezentował witraż za tabernakulum.

Zapoznaliśmy się z historią tego miejsca i symboliką poszczególnych ołtarzy głównie dzięki materiałom udostępnionym dla turystów (do wglądu). Przy okazji wejścia na wieżę zwiedziliśmy wystawę barokowych naczyń liturgicznych, szat oraz relikwiarzy. Widok z wieży odsłonił dwa oblicza Brna: malowniczego miasta statutarnego Moraw oraz ofiary modernistycznej architektury.

Urokliwe stare kamienice i zamek Špilberk

Urokliwe stare kamienice i zamek Špilberk

Bank UniCredit, Tesco i tory kolejowe biegnące do Dworca Głównego - drugie oblicze Brna

Bank UniCredit, Tesco i tory kolejowe biegnące do Dworca Głównego – drugie oblicze Brna

Place, kościoły, teatry…

Z Katedry udaliśmy się na Zelný trh. Niebo zaniosło się chmurami, ale parasolki handlarzy warzywami i owocami wypełniały plac kolorem. Targ pustoszał, było już południe.

Pustoszejący Zelný trh

Pustoszejący Zelný trh

Informacja turystyczna znajduje się w Starym Ratuszu. Dysponuje licznymi darmowymi ulotkami i mapkami. Ponieważ nasz przewodnik okazał się być bardzo ubogi, posługiwaliśmy się lokalnymi materiałami. Był to strzał w dziesiątkę – polecam tam zaglądnąć lub zapoznać się ze wskazówkami dla turystów na stronie www.gotobrno.cz.Obserwowaliśmy targ z ogródka przy restauracji Špalíček (Restaurace Špalíček). Smažený sýr i lokalne piwo wprowadzało nas coraz głębiej w atmosferę miasta. Za plecami mieliśmy jeden w licznych brneńskich teatrów: założony w 1967 roku, kultowy Divadlo Husa na Provázku (Teatr gęsi na postronku).

Stamtąd udaliśmy się pod Stary Ratusz. Zrobiliśmy zdjęcia z lokalnym krokodylem smokiem, symbolem miasta i bohaterem legendy łudząco podobnej do tej o Smoku Wawelskim. Nie ma on swojego stabilnego miejsca – wisi, mało elegancko, w przejściu do dziedzińca starego Ratusza. Nie zieje ogniem.

Sławetny brneński smok, czyli krokodyl. Biedak wisi w starym Ratuszu, nawet go nie oświetlą...

Sławetny brneński smok, czyli krokodyl. Biedak wisi w starym Ratuszu, nawet go nie oświetlą…

Przechodząc do Náměstí Svobody, zbaczaliśmy kilkukrotnie z wyznaczonej ścieżki. Najpierw udaliśmy się w stronę zupełnie przeciwną do naszego celu, by zobaczyć m.in. funkcjonalistyczny budynek Čedok. Później włóczyliśmy się uliczkami, odkrywającymi przed nami małe skarby, pominięte w przewodniku czy mapkach. Największe wrażenie zrobił na mnie kościół p.w. św. Jana (Kostel svatých Janů), który skrywa w sobie kaplicę Loreto, oraz sąsiadująca z nim piękna (secesyjna?) kamienica.

Przy samym Náměstí Svobody znajduje się przepiękna, bogato zdobiona, renesansowa kamienica Dům pánů z Lipé. Kilkadziesiąt metrów dalej, odnajdujemy przykład pogodzenia secesyjnego budynku U čtyř mamlasů (1901-1902) z wybudowaną w 2005 roku Omegą.

Náměstí Svobody i wyróżniające się na placu Palác Omega oraz Dům u čtyř mamlasů

Náměstí Svobody i wyróżniające się na placu Palác Omega oraz Dům u čtyř mamlasů

Tego dnia przechodziliśmy również koło licznych teatrów. Najbardziej – ze względów estetycznych – spodobał mi się Teatr im. Leoša Janáčka. Znajdujący przed budynkiem plac fontann był oblegany przez biegające dzieci i statecznych dorosłych. Mimo iż upał dawał się nam mocno we znaki, odpuściliśmy kąpiel ;).

Janáčkovo divadlo, czyli Teatr im. L. Janáčka. Ciekawe jak wygląda w środku.

Janáčkovo divadlo, czyli Teatr im. L. Janáčka. Ciekawe jak wygląda w środku.

Willa Tugendhatów (1929-1930)

Kolejnego dnia odwiedziliśmy m.in. zjawiskową Willę Tugendhatów, zaprojektowaną przez wybitnego niemieckiego architekta imieniem Ludwig Mies van der Rohe. Mieści się ona w urokliwej dzielnicy Černá Pole, niedaleko parku Lužánky. Wykonana ze szkła, stali i betonu, idealnie wpasowana jest w okolicę i uwarunkowania terenu. Jako ikona modernizmu została wpisana w 2001 roku na listę UNESCO.

Swój blask odzyskała relatywnie niedawno, bo na początku lat 80-tych i później, w latach 2010-2012. Została bowiem zdewastowania przez sowiecką kawalerię w 1945 roku, później wykorzystywana była m.in. jako szkoła tańca. A przecież sam architekt mówił „Budynek ten ma być używany jedynie na potrzeby mieszkalne. Jego lokalizacja, ekspozycja, rozmieszczenie wnętrz oraz użyte materiały budowlane to czynniki decydujące o stworzeniu domu.” (tłumaczenie własne).

Willa Tugendhatów z perspektywy ogrodu. Dzieło sztuki.

Willa Tugendhatów z perspektywy ogrodu. Dzieło sztuki.

Ponieważ nie udało nam się zarezerwować wejścia do Willi (należy to zrobić z co najmniej kilkutygodniowym wyprzedzeniem!), zadowoliliśmy się jedynie spacerem po ogrodzie. Było warto. Odpoczęliśmy od upału w cieniu cisów. Podglądnęliśmy wnętrza, m.in. garaż, w którym biała Tatra przypominała o wieku budynku. Nabraliśmy apetytu na kolejną wizytę – tym razem w środku.

Brno jest piękne

Wyjeżdżając z Brna ciągle wracałam myślami do historii willi Tugendhatów, pięknych kamienic, licznych kościołów i teatrów. To 1000-letnie miasto, stolica Moraw, oczarowało mnie swoim specyficznym eklektyzmem, mnogością przepięknych kamienic, wspaniałym lokalnym winem oraz… niskimi cenami ;). Jeszcze tam wrócę. Być może na kolejny koncert?

Jeden komentarz

  1. Fajnie, że piszesz o dość bliskim, dość małym mieście. Czasem mam wrażenie, że podróżnicze blogi lubią skupiać się na tym, co duże i odległe, ale choć to ciekawe — sprawia, że wiele można przeoczyć u „siebie” czy u „sąsiada”. ;)

    A włóczenie się po mieście to moje ulubione zwiedzanie. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.