Tokio: Akihabara, Sensō-ji, Skytree, Ginza (2014-05-01)

Widok ze świątyni Senso-ji na dziedziniec i bramę Hozomon, za którą znajduje się pasaż ze sklepikami

Dzień zapowiada się wyśmienicie już podczas śniadania – przez duże szyby hotelu widzimy niespieszny ruch na ulicy skąpanej słońcem. Planujemy zwiedzanie równie intensywne jak dzień wcześniej. Przed nami wycieczka do elektronicznego raju – Akihabary – oraz do świątyni Sensō-ji, pobliskiego Tokyo Skytree i luksusowej dzielnicy Ginza.

Do Akihabary jedziemy metrem. Zewsząd otaczają nas sklepy i „targowiska” wszelakich podzespołów, kabli, żarówek, baterii, radioodbiorników, walkie-talkie, sprzętu zabytkowego, nowego i używanego, niezliczonych ustrojstw, pstryczków-elektryczków i innych elementów, których nie potrafię nazwać. Kręci się tu masa Japończyków, jest głośno. Jeśli planujesz zbudować rakietę kosmiczną w swoim garażu i potrzebujesz części – tutaj znajdziesz wszystko czego Ci brakuje.

Akihabara

Z bilbordów i reklam wyłaniają się transformersy oraz powabne licealistki – bohaterki erotycznych (?) mang. W salonach gier jest tłok porównywalny z tym z salonów Pachinko. Do jednego z takich salonów – SEGA – wchodzimy. Nie mogliśmy tego nie zrobić. Pierwsze gry na konsolach były z tym logo… Ach, nie sposób zapomnieć. Za 200 jenów oddaję się więc dziecięcej przyjemności zagrania w wyścigi samochodowe, podczas gdy M. postanawia ocalić świat przed zombie. Następnie krążymy między sklepami, oglądamy telefony jakich w Europie jeszcze długo nie będzie i uświadamiamy sobie jak technologicznie my, Europejczycy, jesteśmy zapóźnieni.

Wyścig w salonie SEGA. Ach, te stare, dobre czasy...

Gdy wychodzimy, na horyzoncie dostrzegamy sushi bar. Taki prawdziwy. Z jeżdżącymi kolorowymi talerzykami i Japończykiem z wielkim nożem. Roi się od klientów. To znak, że miejsce karmi dobrze. No i… Węgorz wygrywa ranking na najsmaczniejszą rybę dnia. Próbuję jeszcze ikry łososia (dziwne) i sfermentowanej soi (nigdy więcej). Tuńczyk jest wyśmienity, podobnie jak łosoś. Wychodzimy kłaniając się w pas, w podzięce za doskonały poczęstunek. Arigato daimas!

Kompleks Senso-ji jest potężny. Możnaby mu poświęcić przynajmniej kilka wpisów… Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, to polecam oficjalną stronę internetową świątyni.Następnie udajemy się do innej części miasta, by zobaczyć świątynie Kanda oraz Sensō-ji (czyli najstarszą świątynię w Tokio). W tej drugiej spędzamy sporo czasu, najpierw zachwycając się Kaminarimonem – potężną i piękną bramą, otwierającą długą drogę do świątyni (Nakamise-dōri). Przy Nakamise-dōri znajdują się sklepiki z japońskimi rozmaitościami oraz pamiątkami. Robimy małe zakupy, po czym ostatecznie docieramy do świątyni oraz 5-cio piętrowej pagody. Podziwiamy wielki posąg Buddy i imponujące zdobienia sufitu. Świątynię okupują tłumy ludzi. Wśród nich tradycjonaliści ubrani w przepiękne kimona, wymieszani z kawaii-lolitkami oraz sararimenami. Roi się też od turystów, niezgrabnie starających się nie przeszkadzać modlącym się Japończykom.

Niekończący się pasaż...

W pobliżu Sensō-ji znajduje się Skytree – najwyższa na świecie wieża mierząca 634 m. Aby tam dojść, wracamy się do stacji metra Asakusa skąd przechodzimy mostem nad rzeką Sumida. Mamy stąd doskonały widok na Asahi Beer Hall, czyli siedzibę browaru Asahi. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych tokijskich budynków, którego budowę ukończono w 1989 roku. Zdobiony jest złotą pianką piwa (kolokwialnie nazywaną przez mieszkańców Tokio „złotą kupą”), dzięki czemu nie może być pomylony z żadnym innym na świecie.

Tak wygląda Asahi Beer Hall i Tokio Skytree z mostu nad Sumidą

Nasza dalsza podróż wiedzie między wąziuteńko zabudowanymi blokami i domkami, po ulicach absolutnie pustych, szarych, skromnych. W Skytree wjeżdżamy windą na 30 piętro, po czym cierpliwie dopychamy się do okien by ujrzeć miasto z najwyższego w nim budynku. Dżungla betonu ciągnie się po horyzont. Tu nie marnuje się żaden metr kwadratowy. Widać gęste powietrze unoszące się nad miastem. Widać zarys gór. Wszystko ma betonowo-stalowo-niebieski kolor. Miasto wydaje się być zimne i smutne. Ale jest fascynujące. Potężne. Pracowite. Skupione na spełnianiu swej roli jak tylko to najlepiej można to zrobić. Bije z niego mrówcza praca. I nagle zaczyna zmieniać swe zabarwienie. Ociepla się. Zachodzi słońce i jego ciepłe promienie załamują się na powietrzu wydychanym przez miasto, tworząc poświatę niczym z Blade Runnera. Rozświetlają się latarnie, neony, budynki. A ono dalej jest spokojne. Wie, że teraz jest czas odpoczynku przed kolejnym dniem. Tokio spokojnie zasypia.

Tokio, widook ze Skytree.

Zmęczeni przepychaniem się do przeszklonych ścian, zjeżdżamy na dół i jedziemy do dzielnicy Ginza. Zastanawiamy się, czy jej blichtr przebije się w tym śpiącym molochu, który nie pozwala się nie lubić – jest tak wielki i zdyscyplinowany, że budzi tylko szacunek i sympatię. Jak się okazuje, Tokio jest na tyle silne i spokojne, że pozwala Ginzie na szaleństwa i zabawę. Ale nawet i ona potrafi zachować umiar.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynów w dzielnicy Ginza -  Fujiya.

Przed nami ostatnia noc w Tokio. Kolejna będzie już w Osace. Nim tam jednak dotrzemy, uda nam się jeszcze co nieco zobaczyć w Tokio. Ale o tym będzie w kolejnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.